Pracownicy instytucji i ośrodków kultury upominają się o swoje prawa. Sytuacja wielu placówek jest dramatyczna. Zdecydowana większość muzyków Filharmonii Rzeszowskiej zarabia znacznie poniżej średniej krajowej, a kilkakrotnie razy mniej niż ich koledzy w innych krajach Unii Europejskiej.
- Chcąc cokolwiek dorobić do naszych skromnych pensji bierzemy udział w dodatkowych koncertach, choć wymaga to dodatkowej pracy i poświęcenia wolnego czasu w niedziele i święta - twierdzi Antoni Bęś, przewodniczący Komisji Zakładowej „S” przy Filharmonii im. A. Malawskiego w Rzeszowie. W Filharmonii pracuje około 120 osób, w tym około 80 muzyków. 42 z nich należy do „S”. W ciągu ostatniego roku liczba członków „S” zwiększyła się o 8 osób.
Celem wywarcia presji na rządzących i zmuszenia ich do zainteresowania się problemami pracowników kultury, Sekcja Krajowa Pracowników Instytucji Artystycznych „S” zorganizowała 12 maja br. w Warszawie pikietę protestacyjną. Wzięło w niej udział kilkuset związkowców „S” ze wszystkich regionów Polski, reprezentujący pracowników; teatrów, orkiestr, chórów, muzeów, bibliotek…
Ministrowi Zdrojewskiemu związkowcy wręczyli petycję, w której zażądali m.in.: przyznania środków na podwyżki wynagrodzeń dla pracowników instytucji kulturalnych i na ich coroczną waloryzację; prawnego uregulowania czasu pracy artystów i zachowania przez nich dotychczasowych uprawnień do wcześniejszych emerytur; przestrzegania przez pracodawców prawa pracy i ustawy o związkach zawodowych instytucji artystycznych.
*
Związkowcy „S” z Filharmonii Rzeszowskiej oflagowali 30 kwietnia br. budynek Filharmonii flagami „S”, wyrażając w ten sposób solidarność z kolegami z Filharmonii w Łodzi, protestującymi przeciwko zarządzonej przez dyrektora naczelnego tej placówki, Andrzeja Sułka, weryfikacji artystycznej całego zespołu orkiestrowego. Zdaniem związkowców, weryfikacja taka jest precedensem na miarę europejską, a jej zarządzenie przez dyrektora Sułka miało być rewanżem za wyrażenie przez muzyków wotum nieufności wobec dyrektora artystycznego, Tadeusza Wojciechowskiego.
- Zmasowany solidarny protest środowiska artystycznego z całej Polski odniósł skutek, bo dyrektorowi Sułkowi nie udało się nawet powołać komisji weryfikacyjnej – twierdzi A. Bęś.