 |
| M.Franczyk, ks. Jan, W.Buczak |
|
 |
| ks. Jan Radoń |
|
 |
| Podziękowania |
|
(17.07) W ostatnich dniach odwiedził nas ksiądz Jan Radoń, który dziś jest wikarym w Pietropawłowsku Kamczackim, a przez poprzednie 13 lat był proboszczem w Zabłotowie na Ukrainie. Ksiądz Jan przywiózł podziękowanie dla ofiarodawców powstającej pierwszej katolickiej świątyni na Kamczatce oraz pozdrowienia od księdza proboszcza Krzysztofa i naszego wolontariusza Mariana. Praca duszpasterska na dalekim Wschodzie to typowo misyjna działalność – otwarcie na każdego kto chce rozmawiać, docieranie do ludzi, budowanie więzi między duszpasterzami i wiernym oraz dbanie o sprawy materialne parafii (parafia liczy ok. 80 parafian, a jej powierzchnia jest 3,5 razy większa od Polski). - Do najbliższego kapłana w sąsiedniej parafii jest ponad 2000 km, do księdza biskupa ok. 4500 km, a we własnej parafii dojeżdżam do wiernych nawet 800 km w jedna stronę. Ze sprawami materialnymi też nie jest łatwo, biurokracja jest wszechobecna, a ceny ziemi, materiałów budowlanych i innych wprost niewyobrażalne. Gdy ceny spadają do wysokości cen moskiewskich (!), to u nas mówi się o obniżce cen – opowiada ks . Jan. Gdy pytamy czy nie chciałby wrócić do Polski, ks. Radoń odpowiada: – Tam są ludzie którzy nas potrzebują i ogromna Boża przestrzeń do działania. Ponadto, wielu mieszkańców Kamczatki zna Polskę i życzliwie odnosi się do Polaków, bo jako żołnierze stacjonowali wraz z rodzinami w Polsce za czasów ZSRR. Wielu z nich dzięki temu mogło ochrzcić dzieci i mieć kontakt z kościołem katolickim. Tam na dalekim wschodzie, gdzie nawet przyroda uczy pokory, jestem u siebie. Zapraszam wolontariuszy i turystów do odwiedzin „początku świata” (w porównaniu z Polską dzień zaczyna się o 11 godzin wcześniej), kawioru i ryby u nas dostatek – z uśmiechem dodaje ks. Jan.
|