Z ks. Krzysztofem Kowalem, proboszczem parafii pod wezwaniem św. Teresy w Pietropawłowsku Kamczackim, rozmawia Jerzy Klus.
Jak to się stało, że trafił Ksiądz na Kamczatkę?
- Decyzję o tym, że zostanę misjonarzem podjąłem po otrzymaniu święceń kapłańskich. Gdy w 2000 roku dowiedziałem się, że bp Jerzy Mazur, ówczesny ordynariusz diecezji irkuckiej, prosi o przysłanie mu kapłanów postanowiłem udać się na Syberię. Po pokonaniu wielu trudności, w czerwcu 2001 roku wyruszyłem w podróż do Irkucka, gdzie przez dwa lata pełniłem obowiązki duszpasterskie. Diecezja irkucka obejmuje Kamczatkę. W grudniu 2003 roku objąłem obowiązki proboszcza Parafii św. Teresy w Pietropawłowsku Kamczackim.
W podróż do Irkucka udał się Ksiądz na rowerze. W jaki sposób dokonał tego wyczynu?
- Organizowałem wcześniej dla młodzieży i kleryków wakacyjne wyprawy rowerowe. Byliśmy m.in. w Rzymie, Lourdes, Fatimie, a nawet w Ziemi Świętej i Północnej Afryce. Liczącą około 7 tys. km trasę przebyłem w ponad dwa miesiące. Spaliśmy w namiotach w tajdze, w domach spotkanych ludzi, w parafiach rzymsko i grecko katolickich, ale także protestanckich, a raz nawet w wiezieniu. Napotkani w drodze ludzie okazali się bardzo mili i życzliwi. Z reguły sami zapraszali nas do swoich domów.
Czy praca duszpasterska na Kamczatce różni się od pracy w Polsce?
W całej Rosji są tylko cztery diecezje katolickie, z których największą jest Diecezja św. Józefa w Irkucku. Jest ona trzydzieści razy większa od Polski i obejmuje prawie całą Syberie, ale pracuje tam tylko około 40 kapłanów. Parafia w Pietropawłowsku jest trzy i pół razy większa od Polski, ale mamy tylko około stu wiernych. Wielu z nich jest potomkami zesłańców z lat 30-tych, w tym Polaków. W Pietropawłowsku jest niewielka kapliczka.
Jak wygląda życie na Kamczatce?
- Warunki są bardzo trudne, ale można się do nich przystosować. Klimat Kamczatki jest surowy z tym, że w różnych częściach Kamczatki panują zupełnie odmienne warunki klimatyczne. Zima trwa 8-9 miesięcy w roku. Oprócz ziemniaków nic się tam praktycznie nie uprawia. Występują częste trzęsienia ziemi. Z powodu długich zim trzeba przeznaczać znaczne fundusze na ogrzewanie pomieszczeń i dużo czasu na odśnieżanie. W zimie wokół naszej kaplicy zalegała czterometrowa warstwa śniegu. Podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych udało nam się obejść kaplicę w procesji, ale gęsiego, w wykopanym w śniegu tunelu…
Jak wygląda życie religijne?
- Po rewolucji październikowej Kamczatkę ogłoszono pierwszym rejonem ateistycznym. Zlikwidowano wtedy wszystkie kościoły prawosławne, a kapłanów wymordowano, albo gdzieś wywieziono. Obecnie połowa mieszkańców Kamczatki jest ochrzczona. Oczywiście dominującą religią jest prawosławie. Jest także bardzo dużo sekt. Według oficjalnych danych tylko 3 procent ludności Kamczatki przyznaje się do katolicyzmu. Są to głównie ludzie, którzy przybyli tu z Ukrainy i Białorusi. Większości parafian mieszka w Pietropawłowsku. Z pozostałymi parafianami spotykam się raz na dwa miesiące, a czasami nawet raz na pół roku. Żeby dojechać na filię muszę czasami jechać nawet 850 km, o ile w ogóle uda się tam dotrzeć z powodu śniegu. Spowiadam i odprawiam msze w prywatnych mieszkaniach lub hotelach. Przychodzą do mnie także ludzie, którzy nie są katolikami, w tym tacy, którzy nie są ochrzczenie. Cieszę się z tego, bo wiem, że szukają Boga.
Co stanowi największą trudność, oprócz klimatu i ogromnych odległości?
- Przede wszystkim samotność. Trzeba się przyzwyczaić, że jest się samemu, daleko od kraju. Trzeba być cierpliwym, bo niełatwo jest tu coś załatwić. Trzeba uznać za normalne to, że jest 40 stopni mrozu, a śnieg jest i będzie. Są także trudności w dialogu z kapłanami prawosławnymi. Chciałbym z nimi utrzymywać kontakt, ale czasami podejrzewają mnie, że chcę im odebrać wiernych.
Jesienią ubiegłego roku przybył Księdzu towarzysz - ks. Jan Radoń.
- Bardzo się z tego powodu cieszę. Dzięki temu, że mógł mnie obecnie zastąpić w pełnieniu obowiązków mogę spokojnie odwiedzić Polskę. Ks. Jan otrzymał na razie od władz jedynie pozwolenie na pobyt czasowy. Jesienią ma wyjechać znacznie dalej na północ, do Anadyru na półwyspie Czukockim, który także należy do naszej parafii. Jest tam grupka katolików, w tym Polaków, którzy przybyli na Czukotkę z Magadanu na Kołymie. Dotychczas nie dotarł do nich żaden kapłan katolicki. Warunki klimatyczne na Czukotce są trudniejsze niż na Kamczatce, ale Anadyr wygląda już całkiem po Europejsku.
Co uważa Ksiądz za swój najważniejszy cel?
- Po prostu być tam i być dostępnym dla ludzi. Wkrótce przystępujemy do budowy niewielkiego kościółka. Jego budowa może potrwać około pięciu lat. Obok terenu na którym ma stanąć kościół znajduje się częściowo zbudowany budynek przedszkola. Udało nam się znaleźć właściciela tego obiektu i mamy nadzieję, że uda się go wykupić. Planujemy umieścić w nim przedszkole, ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych, sale spotkań anonimowych narkomanów i alkoholików, których jest tam bardzo wielu. Wszystko to jest bardzo potrzebne. Tylko na miejsce w przedszkolu oczekuje w kolejce 3842 dzieci. Na realizację tych zamierzeń potrzebne są znaczne środki. Szukamy ofiarodwców...
Gorąco zachęcam wszystkich, którzy pragnęliby przyjechać do Pietropawłowska, jako wolontariusze, dopomóc mi przy budowie kościoła, a przy okazji poznać ten piękny lecz mało znany półwysep, krainę lodu, trzęsień ziemi, wulkanów i bujnej, nieskażonej cywilizacją, przyrody.