|
Kontynuujemy słuchanie nagrania Ireny Markowicz z Radia Rzeszów. 30 kwietnia 2007. Pisarówka. Mówi siostra Maria: I tutaj (...) też chciałybyśmy przy pomocy Bożej służyć tym dziewczętom, tym matkom. Zobaczymy, może to będzie już od tego roku? Nie wiem. To będzie zależało od księdza proboszcza. To on zadecyduje. On oceni, czy dom jest już na tyle gotowy.
Teraz, to jedna siostra już się wciągnęła do katechezy, a ja z siostrą Angeliką chodzimy do chorych. Tu jest wszędzie daleko. Ksiądz proboszcz musi się starać, żeby ktoś zawsze mógł nas podwieźć. Mamy na przykład taka mamę, 23 lata. W stanie błogosławionym – była już w 8. miesiącu – musiała mieć operację. Dzieciątko musiało się narodzić poprzez cesarkę. A ona zaraz po tym miała tę operacje na kręgosłup. Był potężny guz. Teraz leży niewładna od pasa, sparaliżowana. Jakżeśmy zaczęły dochodzić, to miała taką odleżynę, taką jamę, że – jak to się mówi – można by dwa jajka włożyć. No i właśnie mam do państwa taką prośbę wielką... Prosimy Pana Jezusa o cud. Bo to jest sprawa nowotworowa. Chłopiec tej dziewczyny – oni nie byli jeszcze małżeństwem – kiedy się zorientował jaka jest sytuacja, to odszedł. Natasza – to urodzone dziecko – w maju skończy roczek. Śliczne dziecko. A jak patrzy na swoja matkę! Jak brałyśmy ją ostatnio do dentysty, to ona aż... A ile razy ją się gdzieś bierze, bo trzeba ją wynieść na rękach, to Natasza płacze. Płacze tak, że widać, jak to dziecko związane z tą mamą. Ja sobie nie wyobrażam, gdyby jej tej matki zabrakło. I tak liczymy, tak wierzymy, że Pan Bóg uczyni cud. I dla tego dziecka i dla tej mamy. Że da jej łaskę zdrowia. I O TO BARDZO PAŃSTWA PROSZĘ. O TĘ MODLITWĘ. A ona – ta mama – też ma taka wiarę, że wstanie. I będzie chodzić. Mnie się po nocach śni, że chodzi już. To tyle państwu chciałam... Wojciech Buczak, przewodniczący Zarządu Regionu „S” w Rzeszowie: (...) tu obecni, a niektórzy są członkami Zarządu Regionu naszej, rzeszowskiej Solidarności, mają wpływ na nasze decyzje różne, myśmy sobie tak postanowili w ubiegłym roku, że będziemy wspierać Kościół na Wschodzie. Jednym z miejsc, które wymaga naszej szczególnej pomocy i wsparcia, jest właśnie to miejsce. Stąd deklaruję pomoc od rzeszowskiej Solidarności, która od dawna była za ochroną życia od poczęcia. Zna Siostra zapewne panią Basię Frączek. Ona z naszego Regionu. (Krótka wymiana zdań; siostra Maria potwierdziła znajomość wyjaśniając, że okazji miała wiele. Choćby w okresie swej pracy w przemyskim, rzeszowskim, w Leżajsku). Siostra Maria: Będziemy bardzo wdzięczne. Ksiądz proboszcz będzie się bardzo cieszył... Bo tak nieraz się zastanawiamy i tak, jak jesteśmy razem, to sobie mówimy: jak to będzie dalej? Ale mówimy: jeśli Pan Bóg tego chce, to pokieruje tym wszystkim. Bo rzeczywiście, po tym, jak się już skończy budowa, która wymaga wysiłku i trzeba się nagimnastykować, żeby ta praca posuwała się jakoś do przodu, bo wiadomo, że trzeba się zawsze liczyć z tym groszem, ale już się zastanawiamy, jak zacznie ten dom funkcjonować? Sprawa utrzymania tego domu. Wiem, jakie są wymogi i ile trzeba, jak jest małe dziecko, jak jest mama w ciąży. A tu jest jeszcze ta odległość do miast. Do lekarzy. To wszystko są problemy. Będzie na pewno wiele potrzeba. Liczymy, że może w przyszłości jakiś samochód będziemy mieć. Tak, żeby o każdej porze można było wsiąść, wziąć matkę i podjechać. Bo w ciąży, w stanie błogosławionym, różne rzeczy mogą wyskakiwać. Takie, których człowiek nawet nie przewidzi. Nieraz mówimy sobie: to jest wolą Bożą. Pan Bóg tak pokieruje, że znajdą się ludzie, którzy pomogą, którzy wesprą, a my z kolei jesteśmy do ubóstwa przyzwyczajone, do oszczędności, więc wiele rzeczy można zaoszczędzić. Można prowadzić rozrzutnie, ale można równie dobrze prowadzić oszczędnie, oszczędzając, ile się tylko da. Chodzimy do tej pani, o której mówiłam, do innych też. Często mają jakieś rany, są chore. I też się tak martwimy. Jedna nie ma czucia przy oddawaniu moczu, przy kale. To wszystko jest takie straszne. Narośl. Też sprawa nowotworowa. Daleko na wsi. Jesienią, czy zimą, to dojeżdża się do pewnego miejsca, a dalej – na nogach, w kaloszach, dotądw błocie. Przychodziło się, trzeba ściągać wszystko z siebie i prać, bo to jest to takie błoto specyficzne. Czarnoziem. Klejący, lepiący. Jak po takim transportować chorą, gdyby było trzeba? W przypadku, o którym mówię, uciążliwy problem był w braku pampersów. Tu pampersy są bardzo drogie. Akurat byłam w Krakowie. W Polsce. Tak przy okazji ktoś mi tam ofiarował 8 paczek. Cieszyłyśmy się, że już je mamy, bardzo. I tak Pan Bóg czuwa nad tym wszystkim. Opatrzność Boża... zresztą jeszcze jedno opowiem państwu. Jak zaczęliśmy pracować w Gdańsku (...) tam mieliśmy dużo mam. W zimie leżały nawet na dostawkach (...). Któregoś razu widzę, że ksiądz proboszcz chodzi jakiś taki przygnębiony. Myślę sobie: co on taki jest? A potem się dopiero dowiedziałyśmy. A to tak było: ktoś przychodzi i mówi „siostrzyczko, to ofiara na Dom Samotnej Matki”. Mówię: „księże proboszczu, tu mamy jakiś dar”. „Siostro, właśnie mam rachunek do zapłacenia i nie mam grosza”. I raz – proszę mi wierzyć – było dosłownie co do złotówki tyle, ile trzeba było w danym momencie szybko uregulować. Czasem, to się aż płakało. Z tego przeżycia, z tej dobroci Bożej Opaczności.
To nie jest cała opowieść o Pisarówce. Do całości daleko. Doznaliśmy niezwykłej osobowości księdza proboszcza. Że skromny, skupiony, zrównoważony, to pierwsze tło. Drugie – powiązana z subtelnością budowy i wyraźną nieśmiałością – olbrzymia odwaga w planach i realizacji. Przyjęcie, a właściwie wzięcie, ogromnej odpowiedzialności. Na pewno działa tu prawdziwe, głębokie zawierzenie Bogu. Siostry przygotowały dla nas posiłek. Wspominam to, bo ileż samego trudu trzeba sobie zadać, aby coś takiego przyrządzić dla 50. osób! Tacy właśnie są ci nasi tam, na Wschodzie. Jak tam jest – trzeba zobaczyć samemu. Że inaczej, niż u nas, niech zaświadczy ten choćby przykład: w pobliskim Gródku Podolskim funkcjonuje Wyższe Seminarium Duchowne kamienieckiej diecezji. Zajęcia trwają dotąd, dokąd może funkcjonować kuchnia. Gdy zapasy się kończą, alumni jadą do swoich domów, aby wrócić, gdy już będzie po problemie. Obecnie studiuje w Gródku – i kształtuje swoją osobowość – 64. kleryków na ośmiu kursach. Początek seminarium, to rok 1991. Dotąd świecenia kapłańskie otrzymały 72. osoby. W tym roku pięć. Aby nie zacząć pisać o wszystkim, wróćmy do spotkania z siostrą Marią. Zakończyliśmy je wspólną modlitwą w intencji mamy malutkiej Nataszy i jej samej. I w intencji wielkiego dzieła – Domu Samotnej Matki w Pisarówce, na Ukrainie, w kamienieckiej diecezji.
Zarząd Regionu Rzeszowskiego NSZZ „S” w trakcie posiedzenia odbytego w dniu 17 maja br. postanowił skierować solidarną pomoc do budującego się pierwszego na Ukrainie Domu Samotnej Matki w Pisarówce. Samochód dostawczy, tak bardzo potrzebny, będzie jednym z elementów.
Stanisław Szczepański
|