|
|
 |
| Kościół parafialny |
|
|
|
 |
| Pisarówka, Dom samotnej matki |
|
To była wielka pętla. Wielka i ważna. Najdalej na wschód byliśmy w Latyczowie. I było tak kilkakrotnie, że wraz z naszym autokarem, tuż przy nim, biegły konie. Wspaniałe, kasztanowe (na tle świeżej zieleni!), wolne. U nas się już tego nie widzi. Nie te przestrzenie. Widok tych galopujących koni i to olbrzymie kwitnienie, na zawsze będą mi się kojarzyły z solidarnościową wyprawą „Śladami I i II Rzeczypospolitej”. Bo i czas był taki – od 28 kwietnia do 3 maja 2007 r. Wyraziłem się precyzyjnie. Będzie mi się to kojarzyło z wyprawą. Nie z Ukrainą. Zwłaszcza te wolne konie. Ukraina nie jest wolna od wielu rzeczy. Między innymi od braku szacunku dla ludzkiego życia, od braku poczucia jego świętości. Szacuje się, że corocznie na Ukrainie dokonywanych jest milion aborcji.
PISARÓWKA
Żeby nie brnąć, nie pogrążać się. Potrzeba iskry, może nawet choćby iskierki. Potrzebny przykład, że można inaczej i że trzeba inaczej. Że są ludzie, którzy inaczej czynią. Że życie, to wielki dar. Że są ludzie, którzy poświęcają swoje, aby ratować to, które jest nie ich, obce. I rodzinnie i narodowo. I przykład jest. Bohaterski i cichy. Wielki. Boży. W diecezji kamieniecko-podolskiej, w niewielkiej wsi Pisarówka, powstaje Dom Samotnej Matki (zdjęcie po prawej - przyp. red.). Pierwszy na Ukrainie. Na oko sądząc – obiekt jest w budowie – pomieści około 30 matek. Ale krok do przodu to olbrzymi. Z zewnątrz wygląda na wykończony. Wnętrze jest inne. Na parterze dopiero co urządzona kaplica, a poza nią – stan surowy. Zbieramy się w kaplicy. Słuchamy siostry Marii. Mówi, że to dopiero drugi dzień, jak modlą się tutaj. I że pewnie niedługo ks. proboszcz załatwi, że będzie tu Msza święta, będzie Pan Jezus, będzie w pełni miejsce święte. Dodała, że już czują się tu wszystkie bardzo dobrze, tu wszystkie się modlą. Z nagrania dokonanego przez Irenę Markowicz (Radio Rzeszów) – spisując, starałem się, aby to co powiedziała siostra Maria, oddać możliwie najwierniej: Jesteśmy ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego. Nasze zgromadzenie jest jednym z prawie najstarszych.
Zgromadzenie założył Francuz, Gwidon Guillem. Charyzmatem naszego zgromadzenia jest opieka nad biednymi, nad matkami samotnymi, dziećmi porzuconymi. Tradycja głosi, że Gwidon Guillem poszedł z kolegami łowić ryby. Zamiast ryby, wyłowił dziecięce ciałko. To podaje tradycja, ale widać, jaka była potrzeba od wieków. Wstrząśnięty tym wszystkim Gwidon, całą swoją majętność sprzedał i wszystko poświęcił dla dzieła miłosierdzia. Zakładał domy dla samotnych matek, zakładał sierocińce, gromadził osoby do pracy w zakładanych domach. Gromadził kobiety, które by tym biednym okazywały serce i miłość, szczególnie dzieciom zastępowały matkę. I właśnie spośród tych pracowników wyłoniły się osoby, które chciały całkowicie się poświęcić Panu Bogu w tej pracy. Gwidon założył zgromadzenie. Zgromadzenie zatwierdził papież Innocenty III. To był koniec XII wieku. Jeśli państwo byli w Rzymie, to tuż przy Watykanie, gdzie teraz jest kościół Miłosierdzia Bożego, to jest nasz kościół poduchacki. Tam zaraz obok był szpital, gdzie pracowały siostry i bracia. W Krakowie, tu gdzie stoi Teatr Słowackiego, na miejscu teatru, był szpital Ducha Świętego. Siostry do Polski zostały sprowadzone w XIII wieku. Dwa razy w tygodniu siostry i bracia wychodzili na ulice, zbierali samotnych, biednych, bezdomnych. Szczególnie porzucone, biedne dzieci. W domu zakonnym było koło. Takie koło, gdzie matka mogła włożyć dzieciątko, okręcić kołem, zadzwonić i odejść. A dziecko znalazło się w środku domu zakonnego. Siostry brały, opiekowały się.
Kiedy przychodziła kobieta z małym dzieckiem lub w stanie błogosławionym, nie wolno było wypytywać skąd, jak, co. Był na ten temat surowy zapis w zakonie. Przyjmowano ich, służono im. Jak tylko było możliwe. W naszych zapiskach historycznych są dowody, że bardzo często do naszego klasztoru i do naszego szpitala przychodziła królowa Jadwiga. Przebierała się w strój zakonny i posługiwała. No i do tej pory tak postępujemy. Oczywiście, że czasy, które były, musiały się zmienić. Praca, charyzmat... no, ale w większości wracamy do tego, co było. Pracujemy w różnych ośrodkach (siostra Maria wymienia ochronki, domy samotnych matek itp. – przyp. mój), wśród chorych. Czy to chorzy w domu opieki, czy wyjście do chorych. Dużo sióstr chodzi do chorych po domach. Poprzednio pracowałam w Gdańsku. W Domu Samotnej Matki. Tam jest jedyna w świecie figura Matki Bożej brzemiennej. Dom w Gdańsku, to piękne miejsce. W lesie.(...) Pracowałam tam sześć lat. I to stamtąd ksiądz proboszcz przywiózł mnie tu. Siostry w Gdańsku Dom prowadzą już chyba z 12 lat. W tym czasie, kiedy ja tam byłam, urodziło się nam około 200 dzieci. Tyle dzieci zostało uratowanych (...) To jest coś przepięknego. I większość matek... Kocham tę pracę i te matki. Zagubione. Właściwie to dzieci. Bardzo często dzieci mające dzieci. Można by pisać historie. Nieraz, gdy się otwarły, to można było przesiedzieć z nimi i przepłakać całą noc. I tak niejednej powiedziałam: słuchaj, gdybym ja miała takie warunki, jak ty, i takie wychowanie, jak ty, nie wiem, czy nie byłabym jeszcze sto razy gorszą. A, że ty jeszcze taka jesteś, to naprawdę dziękuj Panu Bogu. Te dziewczęta, w tym swoim macierzyństwie, często odnajdują sens życia. Bardzo często potem wracały do rodzin, odnawiały się kontakty, poprawiała się sytuacja pomiędzy rodzicami, a córką. Potem rodzice, którzy bardzo często wyrzucali, nie chcieli, potem kochali to wnuczątko maleńkie. I wiele z nich założyło potem naprawdę piękne rodziny. Do tej pory mamy kontakty, nieraz sms-y przysyłają. Mamy kontakty ze sobą i to jest takie piękne. Niejedna, gdyby nie trafiła do takiego domu, to by nigdy nie miała możliwości dźwignięcia się. Dlatego mnie zawsze tak jakoś bardzo bolało, gdy słyszałam takie na ogół negatywne o tych dziewczętach opinie. Takie ujemne zdania, czy nawet potępienia. Najczęściej, to one były krzywdzone wręcz od dziecka. Kto je i czego miał nauczyć? Kto je miał nauczyć miłości i czegokolwiek? I tutaj, w Pisarówce, też chciałybyśmy przy pomocy Bożej służyć tym dziewczętom, tym matkom. Zobaczymy, może to będzie już od tego roku? Nie wiem. To będzie zależało od księdza proboszcza. To on zadecyduje. On oceni, czy dom jest już na tyle gotowy. Stanisław Szczepański
|