| Rozmowa z ks. dr Janem Niemcem |
|
„Duch Święty jest naszym patronem”
Rozmowa z ks. dr Janem Niemcem, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Świętego Ducha w Gródku na Podolu (Ukraina) – 31 lipca 2005 roku na plebanii w Niewodnej
Andrzej Szypuła: Kiedy na Księdza Pan zawołał: „Pójdź za mną”?
Ks. dr Jan Niemiec: Było to podczas studiów pedagogicznych w Rzeszowie. Należałem wtedy do duszpasterstwa akademickiego, którego opiekunem był ks. prałat Ireneusz Folcik. Kiedyś wyjechaliśmy na dzień skupienia do Miejsca Piastowego. I tam, w kaplicy, podczas Mszy Świętej, zrodziło się we mnie przekonanie, iż powinienem być po drugiej stronie, przy ołtarzu. I tak się stało. Po ukończeniu studiów i obowiązkowych latach pracy nauczycielskiej wstąpiłem do seminarium przemyskiego i zostałem kapłanem.
AS: Kiedy Ksiądz wyjechał na Ukrainę?
JN: W 1992 roku. Wcześniej, przez dwa lata byłem wikariuszem w parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Proboszczem był wtedy ks. Edward Frankowski, późniejszy biskup. Po wizycie rodaków z Kałusza na Ukrainie, opowieściach o prześladowaniach, postanowiłem tam pojechać. Ks. abp Ignacy Tokarczuk polecił mi najpierw zrobić doktorat na KUL, który rozpocząłem, następnie, wraz z grupą innych księży, zostałem skierowany do pracy w nowo powstającym w Gródku na Podolu seminarium.
AS: Jak duże to seminarium i jakie są warunki pracy?
JN: Nie mamy własnego lokum. Mieścimy się gościnnie u Ks. Marianów. Ale ponieważ Duch Święty jest naszym patronem, niczego nam nie brakuje. Z naszego seminarium od początku jego istnienia, tj. od 1991 roku, wyszło 60 kapłanów. W tej chwili w seminarium jest 80 kleryków. To największe seminarium na terenie byłego Związku Radzieckiego.
AS: Mieści się w diecezji kamieniecko-podolskiej. Jakie są jej dzieje?
JN: Powstała po 1375 roku, tuż po diecezji przemyskiej. Jej losy są bardzo burzliwe, zważywszy tragiczną historię tych ziem (rozbiory, rządy Katrzyny II, kolejne polskie powstania i represje z tym związane, imperium rosyjskie, rewolucja październikowa). Dopiero decyzje Ojca Świętego Jana Pawła II z 1991 roku całkowicie zmieniły sytuację. Odradza się m. in. archidiecezja lwowska i nasza diecezja kamieniecko-podolska. Kiedy tam wyjechałem w 1992 roku, obszarowo była ona zbliżona do terytorium Polski.
AS: Po powstaniu styczniowym car skasował diecezję kamieniecko-podolską. To chyba fenomen, że po ponad dwustu latach, przy tylu prześladowaniach, braku kapłanów, kontaktu z krajem, mieszkający tam Polacy zachowali swój język, kulturę, wiarę...
JN: Stało się tak dlatego, bo były tam rodziny mocne Panem Bogiem. Rodzina jest fundamentem. Ona zachowuje wartości, tradycje. Jeśli w rodzinie jest miłość wzajemna, szacunek, wspólna modlitwa, jeżeli w tych rodzinach jest Pan Jezus, to one się ostoją, choćby czasem brakowało wielu rzeczy. Powiem uczciwie – jeżeli ktoś w Polsce narzeka na warunki życia, to go zapraszam na Ukrainę. Przestanie narzekać.
AS: Jaki jest stosunek władz ukraińskich do kościoła rzymsko-katolickiego na Ukrainie?
JN: Bardzo pozytywny. On się zmienił od czasu wizyty Jana Pawła II na Ukrainie. Ta pielgrzymka była wielkim darem. Doszło do tego, że byłem zaproszony przez pułkownika MSW do wygłoszenia dwóch wykładów dla pracowników tych służb, żeby im powiedzieć o Panu Bogu, o zasadach, jak żyć, by nie było kradzieży, zabijania. Słuchało mnie 200 osób.
AS: Jakie wrażenia wynosi Ksiądz ze swej pracy na Ukrainie?
JN: Wspaniałe. Ludzie się odradzają, tworzą się wspólnoty. Kiedy przyjechaliśmy na Ukrainę, było 16 aktywnych parafii w naszej diecezji. W tej chwili na jej terenie z 1991 roku jest 350. Rozwój jest dynamiczny.
AS. Dziękuję za rozmowę i życzę udanego wypoczynku wakacyjnego.
Rozmawiał Andrzej Szypuła
