| Śladami bohaterów Trylogii - druga wyprawa |
|
Druga wyprawa na Ukrainę „Śladami I i II Rzeczpospolitej”
Na przełomie kwietnia i maja 2008 roku, grupa związkowców „Solidarności” przemierzała Ukrainę, zwiedzając zabytki, poznając kulturę, ludzi i środowisko. Podczas siedmiu dni przemierzyli oni trasę: Rzeszów, Lwów, Uniów, Peremyszlany, Złoczów, Olesko, Podhorce, Pidkamień, Poczajów, Krzemieniec, Wiśniowiec, Zbaraż, Tarnopol, Pisarówka, Międzybórz, Latyczów, Kamieniec Podolski, Chocim, Żwaniec, Okopy Świętej Trójcy, Gródek Podolski, Satanów, Zarwanica, Buczacz, Jazłowiec, Czortków, Zaleszczyki, Śniatyn, Załucz, Zabłotów, Jaremcza, Stanisławów, Gródek Jagielloński, Rudki, Rzeszów.
Była to druga wyprawa rzeszowskiej „S” na Ukrainę „Śladami I i II Rzeczpospolitej”. Wśród 48 jej uczestników byli ludzie różnych zawodów i w różnym wieku; w większości mieszkańcy regionu rzeszowskiego, ale były także osoby ze Szczecina i Opoczna. Większość z nich była na Ukrainie po raz pierwszy w życiu, kilkoro uczestniczyło w pierwszej ubiegłorocznej wyprawie, byli i tacy, których rodziny zamieszkiwały kiedyś na tych ziemiach, będących dawnymi kresami Rzeczpospolitej. Połączyła ich chęć niesienia pomocy Kościołowi i Polakom na Wschodzie.
- Dla wszystkich uczestników wyprawy podróż ta była niezapomnianym przeżyciem, pozwoliła poszerzyć poglądy na temat Ukrainy i jej mieszkańców - opowiada Małgorzata Franczyk. Nocowaliśmy w domach parafialnych, klasztorach i domach prywatnych. Wszędzie przyjmowani byliśmy bardzo ciepło i życzliwie, zarówno przez pracujących tam duchownych, w tym księży biskupów, jak i zwykłych mieszkańców, z reguły ubogich...
Bieda na Ukrainie ma inne oblicze, niż w Polsce. Stąd też potrzeby tamtejszego Kościoła są inne niż u nas. W czasach komunizmu kościoły zostały tam zniszczone, gdyż zamieniano je na fabryki lub szpitale, a ludzie są zbyt biedni, żeby własnymi środkami je odremontować. Potrzebna jest pomoc z zewnątrz. Dlatego w każdej odwiedzanej przez nas parafii organizowaliśmy wśród siebie zbiórkę.
Będąc we Lwowie, mieliśmy okazję obchodzić po raz drugi Święta Wielkanocne, gdyż grekokatolicy i prawosławni, trzymając się kalendarza juliańskiego, obchodzą je później od nas. Stąd też ulice były puste, co we Lwowie jest rzadkością. Uczestniczyliśmy we mszy św. w katedrze łacińskiej, którą odprawiał biskup pomocniczy diecezji lwowskiej, Mieczysław Mokrzycki. W Kamieńcu Podolskim przywitali nas biskup ordynariusz Leon Dubrawski i nasz przyjaciel biskup Jan Niemiec, który odprawił dla nas mszę św. i wygłosił kazanie. W dniu 3-go maja byliśmy w Gródku Jagiellońskim, gdzie tamtejsze polskie dzieci przygotowały akademię rocznicową z okazji uchwalenia Konstytucji 3-go Maja. Śpiewano polskie pieśni, a my opowiadaliśmy czym jest i czym się zajmuje „S”. W Rudkach, u grobu Aleksandra Fredry, ksiądz proboszcz raczył nas licznymi anegdotami. O każdym z odwiedzanych miejsc i spotkanych ludziach możnaby długo opowiadać… W podróży towarzyszył nam i pomagał ksiądz Jacek Uliasz, rzeszowianin, który obecnie pełni posługę wicerektora w Wyższym Seminarium Duchownym w Gródku Podolskim.
Opinię M. Franczyk o wyprawie na Ukrainę podzielają inni jej uczestnicy.
- Podobało mi się dosłownie wszystko, co zobaczyliśmy - twierdzi Ewa Naklicka ze Szczecina. Byłam zaskoczona zielenią tamtejszych terenów, pięknem krajobrazów, zabytkami… Wielkie wrażenie wywarli na mnie pracujący tam księża, którzy pomimo, że na Ukrainie pozostało niewielu Polaków, utrzymują na tamtych terenach Kościół katolicki i niewiarygodnie skromnymi środkami odbudowują zabytkowe kościoły. Na pewno jeszcze tam powrócimy. Zazdrościmy wam, że organizujecie takie pielgrzymki. W przyszłości sami pragniemy taką zorganizować.
- Najbardziej przygnębiające wrażenie zrobiły na mnie zrujnowane kościoły, bo w latach komunizmu mieściły się w nich magazyny nawozów i środków ochrony roślin - mówi Marian Sobutka z Krosna. Obecnie są one odbudowywane, między innymi dzięki pomocy rzeszowskiej „S”. W Czortkowie miałem możliwość odwiedzenia cmentarza, na którym znajduje się grobowiec dominikanów zamordowanych przez komunistów, 2 lipca 1941 roku; był wśród nich stryjeczny dziadek mojej żony. Wielkie, choć zupełnie odmienne, wrażenie zrobił na mnie Kamieniec Podolski, zwłaszcza tamtejsza potężna twierdza, niegdyś polska, a także przełomy Dniestru. Sypiając na kwaterach u konkretnych osób, mieliśmy okazję poznać z bliska życie mieszkańców tamtych ziem, znacznie biedniejszych od nas.
- Cenną rzeczą było to, że w drugiej wyprawie brali udział ludzie z Polski, ze Szczecina, z Opoczna - mówi ks. J. Uliasz. Poznać poprzez pobyt jest najlepiej; dotknąć, zobaczyć, porozmawiać, pobyć tam. W Polsce jest dużo niewiedzy na temat Ukrainy, a media też często upraszczają informacje… Dzięki wyprawom „Śladami I i II Rzeczpospolitej” wyobraźnia na temat pracy Kościoła na Ukrainie, sytuacji Polaków, czy w ogóle ludzi Ukrainy się poszerza. Myślę, że każdy uczestnik zarówno I jak i II wyprawy na Ukrainę wracał stamtąd wzbogacony o tę wiedzę. Byliśmy wśród Polaków i wśród wspólnot parafialnych. Był na pewno żywy kontakt, była możliwość nocowania u ludzi, bycia wśród nich. Jest to chyba najistotniejsze, bo w tym wyraża się solidarność.
je-kl
Zobacz galerię zdjęć