Na początku kwietnia odwiedził nas ks. Roman Kaźmierczak, proboszcz Parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Pisarowce na Ukrainie, który zainicjował powstanie przy swoim kościele Domu Samotnej Matki. Budowę i wyposażanie tego domu wspiera m.in. Region Rzeszowski „Solidarności”, w ramach akcji „Pomoc Kościołowi na Wschodzie”. Zapytaliśmy go o sprawy związane z ochroną życia na Ukrainie.
- Na jakim etapie jest budowa Domu Samotnej Matki?
Dzięki pomocy ofiarodawców, a w szczególności rzeszowskiej „S”, pod koniec ubiegłego roku udało nam się wykonać najbardziej niezbędne prace. Aktualnie trwają roboty wykończeniowe. Ale jest jeszcze sporo do zrobienia, trzeba m.in. ocieplić i wytynkować fundamenty, dobudować pomieszczenie magazynowe i werandę dla wózków dziecięcych, ogrodzić cały teren siatką… Ale już teraz dom jest praktycznie gotowy do przyjmowania kobiet. Jest w nim miejsce dla siedmiu matek z dziećmi, którymi będą się opiekowały trzy siostry ze zgromadzenia Kanoniczek Ducha Świętego. Przyjęliśmy już pierwszą matkę, czekamy na następne…
- Siedem miejsc dla samotnych matek to jak na Ukrainę kropla w morzu potrzeb.
Podobny do naszego dom, prowadzony przez Caritas Diecezji Grekokatolickiej, działa w Sokalu k. Lwowa. Budowę Domu Samotnej Matki planuje także ksiądz z Żytomierza. Mam nadzieje, że nasz dom obudzi sumienia i przekona wiele osób, że należy zrobić wszystko, by takich domów było więcej. Już sama świadomość tego, że ten dom istnieje pomaga niektórym kobietom podjąć decyzję o urodzeniu dziecka.
- Ale to wszystko jest nadal kroplą w morzu potrzeb.
Oczywiście. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że na Ukrainie Dom Samotnej Matki to zupełna nowość. Większość samotnych kobiet, które nie chcą przyjąć dziecka, usiłuje zachować to w tajemnicy. One nie zgłoszą się do nas same, tylko my musimy do nich dotrzeć i przekonać je, że znajdą u nas dom i opiekę. Pierwsza kobieta, która przyjmowaliśmy pytała nas, czy będzie musiała chodzić ubrana na czarno, tak jak siostry zakonne.
- Co jest przyczyną tego, że sytuacja w dziedzinie obrony życia na Ukrainie jest tak dramatyczna?
Podstawową przyczyną jest dziedzictwo siedemdziesięciu lat komunizmu, gdy chodzenie do kościoła, czy cerkwi było czymś nagannym. Wpojono w ludzi przekonanie, że wszystko co głosi władza komunistyczna jest dobre i prawdziwe, a każdy kto postępuje inaczej jest wrogiem ustroju. Głos sumienia zagłuszany był przez propagandę i ateistyczne wychowanie. Dlatego jeśli władza głosiła, że wolno jest zabijać dzieci nienarodzone, to dla wielu ludzi ich zabijanie było czymś normalnym. Słyszałem od swoich parafian, że dopiero po przyjeździe księży z Polski dowiedzieli się, że jest to grzechem. Dojście do przekonania, że wbrew obowiązującemu prawu trzeba bronić życia i otaczać opieką nienarodzone dzieci i ich matki było więc bardzo trudne.
- Czy zmiany w tym względzie są już widoczne?
Zachodzą powoli, niemniej są zauważalne. Obecnie matka, która urodziła dziecko otrzymuje od państwa znaczną pomoc finansową, dzięki czemu może dokonać niezbędnych zakupów dla dziecka. Pomoc ta wywarła znaczący wpływ na sposób myślenia o życiu ludzkim. Lekarze ze szpitala w Chmielnickim mówili mi, że coraz mniej kobiet zgłasza się do nich celem zabicia dziecka, bo przeważająca większość chce je urodzi. Zdaniem lekarzy, zmiana ta spowodowana została pozytywnym podejściem władz państwowych do matek pragnących urodzić dziecko. Podczas prowadzenia rozmów z kobietami, które zdecydowały się na zabicie nienarodzonego dziecka, wyczuwam, że obecnie mają już one świadomość, że czyn, który chcą popełnić jest wielkim złem. Decydują się na niego głównie z powodu nacisków ze strony ojca dziecka lub środowiska, w którym żyją. Kilka z tych kobiet udało nam się przekonać do zmiany decyzji. Szukając dobroczyńców, którzy gotowi byliby wesprzeć naszą inicjatywę budowy Domu Samotnej Matki, rozmawialiśmy z dyrektorami wielu firm, państwowych i prywatnych. Żaden z nich nie powiedział nam, że to co robimy jest niepotrzebne, a przeciwnie prawie wszyscy twierdzili, że jest to dobra sprawa. Niektórzy z nich udzielili nam nawet konkretnej pomocy. Dowodzi to, że prawda o życiu dociera nawet do ludzi, którzy są daleko od Kościoła.
Rozmawiał je-kl