| Problem powróci, ale z większą siłą |
|
Publikujemy komentarz ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w związku z komunikatem Komisji "Pamięć i Troska" archidiejcezji krakowskiej:
Przeczytaj również: Muminki w „szwadronach śmierci”
(5 lipca 2007, godz. 3.00).
Wczoraj wieczorem, prawie o zmroku, na początku letniej kanikuły, krakowska komisja „Pamięć i Troska” opublikowała długo oczekiwany dokument. Początkowo miała to być, jak to wielokrotnie ogłaszano, ocena mojej książki pt. „Księża wobec bezpieki’. Później komisja z tego się wycofała, oznajmiając, że będzie to tylko ocena ogólna, nie dotycząca żadnej konkretnej publikacji. Dokument ów czytałem więc przez całą prawie noc, niestety ze smutkiem i rozczarowaniem.
Po pierwsze dlatego, że komisja, choć nosi w nazwie zobowiązujące słowo „troska”, to jednak nie zatroszczyła się o problemy moralne prostych ludzi, którzy zostali skrzywdzeni przez tych duchownych, co w sposób jawny czy tajny kolaborowali z władzami komunistycznymi. Owi skrzywdzeni to w większości ludzie wierzący, należący do Kościoła katolickiego i życzliwi wobec duchowieństwa, dlatego też informacja, że krzywdy dokonał duchowny jest dla nich wielkim dramatem. W omawianym dokumencie nie ma na ten temat ani słowa. Co więcej, cały dokument poświęcony jest wyłącznie problemom tajnych współpracowników. Jest to więc zjawisko niepamięci o skrzywdzonych i nadmiernej troski o dobre samopoczucie krzywdzicieli.
Po drugie dlatego, że zachęta komisji, aby w pewnych sytuacjach nie mówić całej prawdy jest zrozumiała, gdy chodzi np. o wątki obyczajowe czy intymne (zastosowałem to w sposób świadomy w mojej książce, choć inni ujawniali wszystko). Natomiast zachęta ta nie ma uzasadnienia w innych sytuacjach, a opisywanie spraw prawdziwych nie można zakwalifikować do grzechów obmowy czy zgorszenia maluczkich. Na tej bowiem zasadzie trzeba byłoby o grzechy te oskarżyć historyków piszących o problemach Kościoła np. o schizmach, herezjach czy Inkwizycji. Co więcej, należałoby oskarżyć o to także czterech Ewangelistów, którzy napisali szczegółowo o zdradzie Judasza, zaparciu się św. Piotra, braku wiary u św. Tomasza, a także o tym, że w Wielki Piątek pod Krzyżem Jezusa pozostał tylko św. Jan wraz niewiastami, bo wszyscy Apostołowie ze strachu uciekli. Ocenzurować trzeba byłoby też te słowa Jezusa, które w ostry sposób, i na dodatek publicznie, piętnują faryzeuszy, uczonych w Piśmie czy sługi świątyni jerozolimskiej.
Po trzecie dlatego, że zgorszeniem maluczkich nie jest to, że niektórzy duchowni dopuścili się aktów kolaboracji, ale to, że po 20 latach nie potrafią powiedzieć słowa „przepraszam”. Co więcej, zgorszeniem jest także postawa niektórych przełożonych kościelnych, którzy w imię zasad korporacji zawodowej pomagają w ukrywaniu prawdy i fałszowaniu historii.
Po czwarte dlatego, że nie wyjaśniono wyraźnie o jaki Kościół chodzi, czy o ten przedsoborowy, hierarchiczny, zamknięty w sobie, czy o ten posoborowy, będący wspólnotą wszystkich wiernych? Jeżeli o ten drugi, to jednak jego członkom nie można odmawiać moralnego prawa do poznania przeszłości swych duchowych przewodników.
Po piąte dlatego, że ocena tzw. „źródeł skażonych”, czyli zasobów archiwów Instytutu Pamięci Narodowej nie jest trafna i najprawdopodobniej wynika z tego, że członkowie komisji nie mają doświadczenia w tej dziedzinie.
Najbardziej jednak kuriozalne są retoryczne pytania kończące dokument, cytuję: "Dodatkowo nasuwają się pytania: Kto i w jakim celu te wiadomości publikuje w chwili obecnej? Dlaczego tak wcześnie i tak beztrosko umożliwiono dostęp do nich na tak wielką skalę? Komu na tym zależało, by znalazły się w rękach ludzi mediów szukających sensacji, a nie w rękach bezstronnych sądów?”
Odpowiadając trzeba stwierdzić, że za kryzys lustracyjny w polskim społeczeństwie winę ponoszą wszyscy ci, którzy w przeciwieństwie do doświadczeń np. dawnej NRD, wprowadzili zasadę tzw. grubej kreski. Zasada ta nie tylko zapewniła funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej całkowitą bezkarność, ale i stworzyła fałszywe przekonanie, że bolesny fragment historii da się „zalać betonem na 100 lat”. Niestety do winnych za ten stan należą – co jako duchowny muszę napisać to z wielkim bólem - także ci pasterze Kościoła polskiego, którzy w przez 17 lat dokonywali grzechu zaniechania, a dziś próbują za to obarczyć dziennikarzy, historyków czy pracowników IPN.
Dokument, niezależnie od intencji autorów, ma charakter jednostronny, praktycznie wspierający kościelne lobby antylustracyjne i hamujący samooczyszczenie Kościoła, przynajmniej krakowskiego. A Kościół krakowski miał niepowtarzalną szansę uczciwego i całościowego uporania się z tym problemem, ale w ostatnim czasie na własne życzenie szansę tę porzuca. Problemy ten jednak znowu powróci, tylko że z większą siłą, zadając jeszcze boleśniejsze rany. Niech przestrogą będzie wciąż aktualny wiersz Czesława Miłosza.
Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoja cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
Nie bądź bezpieczny.
Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Ks. TZ