| Z prac nad ustawą lustracyjną |
|
Kto straci sentyment do "Solidarności"
Nowa ustawa lustracyjna może spowodować, że z mniejszym sentymentem będziemy patrzeć na ruch "Solidarności" - mówił Zbigniew Girzyński (PiS). - Oby się nie okazało, że poza podejrzeniami będą ci, którzy nigdy nic nie robili - replikował Bronisław Komorowski (PO).
Platforma proponuje, żeby ujawniać także dane funkcjonariuszy PRL-owskich służb specjalnych. — Przechodząc obok siebie ulicą, Polacy mają święte prawo wiedzieć, kto rujnował ludzkie życiorysy — mówił podczas debaty poseł PO Sebastian Karpiniuk
(c) DAREK GOLIK
20 lipca 2006 r. w Sejmie posłowie debatowali, już po raz drugi, nad projektem nowelizacji ustawy lustracyjnej i ustawy o IPN. Choć zgłoszono kilka poprawek, nie jest wykluczone, że ta rewolucyjna, popierana przez kluby PiS, PO, LPR, Samoobrony i PSL, ustawa już dziś zostanie przez Sejm uchwalona.
PiS: wyjdą na jaw rzeczy przykre
Debata była momentami burzliwa. Występujący w imieniu Klubu PiS Zbigniew Girzyński podkreślał, że w komisji nad ustawą pracowali przede wszystkim ludzie młodzi, których przepisy lustracyjne by nie objęły (granica to data urodzin 1 sierpnia 1972).
W tym kontekście zacytował nawet fragment piosenki Jacka Kaczmarskiego "Powrót sentymentalnej panny "S"": - Niespodziewanie nam pomogli jej nowi wielbiciele młodzi, wielbiący ją jak starą gwiazdę, co zamiast spadać nagle wschodzi. I na ramionach ją ponieśli, z tą siłą, której nam nie stało. A ona miała twarz poważną, w której coś jakby odmłodniało. Wróciły pieśni, lecz bez złudzeń, i tylko trochę chyba żal nam, że panna "S", choć znowu z nami, już nie jest tak sentymentalna.
I dopowiedział: - Być może wejście tej ustawy spowoduje, że z nieco mniejszym sentymentem będziemy patrzyli na historię ogromnego, wspaniałego ruchu "Solidarności". Wyjdą na jaw rzeczy przykre i smutne. Ale sprawiedliwość dziejowa i poczucie odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń nakazują nam, by z tą przeszłością się rozliczyć.
SLD: gdzie prawo do obrony?
Słowa Girzyńskiego poruszyły prowadzącego obrady wicemarszałka Bronisława Komorowskiego (PO), który sam określił się jako "rewolucjonista pierwszej godziny". - Przyznam, że boję się tego, że na końcu może się okazać, iż tak naprawdę poza wszelkimi podejrzeniami będą ci, którzy nigdy nic nie robili i niczego nie ryzykowali - powiedział.
Temperatura w sali jeszcze się podniosła, gdy na mównicę wszedł Ryszard Kalisz (SLD). - Ta ustawa nie zapewnia podstawowych praw człowieka, nie zapewnia domniemania niewinności, nie zapewnia gwarancji właściwych dla procesu karnego, nie zapewnia ochrony podstawowych praw człowieka i wolności obywatelskich - grzmiał wyjątkowo doniosłym głosem.
- Jak normalny człowiek ma się bronić, gdy IPN opublikuje już oświadczenie i wszyscy go poznają? To jest domniemanie winy! - krzyczał. - Mamy z jednej strony pojedynczego człowieka, z drugiej strony wielki urząd. A na kim spoczywa ciężar dowodu? Na tym biednym człowieku - wywodził poseł SLD. Wniósł o odrzucenie projektu w całości.
- "Dlaczego ten dzwon taki głośny? Bo pusty" - zacytował fraszkę Jana Kochanowskiego następny mówca Daniel Pawłowiec (LPR), nawiązując do ekspresji Kalisza.
PO: ujawnić funkcjonariuszy SB
Sporo uwagi poświęcono lustracji dziennikarzy. Mateusz Piskorski (Samoobrona) cieszył się, że nowa ustawa obejmie dziennikarzy. - Mogą zdarzać się sytuacje, że do dziennikarza zgłosi się ktoś i powie, że ma dokument świadczący o jego współpracy, a nie ujawni go pod warunkiem, iż dziennikarz napisze artykuł o takim czy innym wydźwięku - argumentował. Jeszcze dalej poszedł Zygmunt Wrzodak (Narodowe Koło Parlamentarne). - Wszyscy dziennikarze, tacy jak pani Monika Olejnik, pan Jacek Żakowski, już dawno powinni wystąpić do IPN i powiedzieć: my jesteśmy dziennikarzami zaufania publicznego, jesteśmy czyści. Na pewno tak zrobią - oświadczył.
Podczas debaty zgłoszone zostały dwie istotne poprawki. Pierwszą przedstawił Sebastian Karpiniuk z PO. W imieniu swojego klubu zaproponował, by ujawniane były nie tylko dane tajnych współpracowników, ale także funkcjonariuszy PRL-owskich służb specjalnych. - Przechodząc obok siebie ulicą, Polacy mają święte prawo wiedzieć, kto rujnował ludzkie życiorysy - tłumaczył.
Inną poprawkę zgłosił w imieniu Samoobrony Mateusz Piskorski. Zakłada ona, że podstawą zaświadczeń, które będzie wydawał IPN, będą tylko oryginalne dokumenty dawnej SB, a nie kopie. Także tylko oryginały będą miały prawo znaleźć się w ujawnianych teczkach. - O tym mówią podstawowe zasady badań kryminalistycznych: nie uznajemy kserokopii czy faksokopii za dokument wiarygodny, bo łatwo dokonywać na nich fałszerstw - tłumaczył.
Swoją poprawkę, umożliwiającą zwolnienie z pracy człowieka, który okazał się agentem, złożył też Klub PiS.
PIOTR ŚMIŁOWICZ
--------------------------------------------------------------------------------
Bez rzecznika interesu i oświadczeń lustracyjnych
W myśl przygotowywanych nowelizacji ustawy o IPN i ustawy lustracyjnej osoby pełniące funkcje publiczne lub ubiegające się o nie muszą wystąpić do IPN o wydanie zaświadczenia, czy w archiwach służb bezpieczeństwa PRL istnieją dokumenty na ich temat i o czym one świadczą. W szczególności, czy bezpieka wykorzystywała lustrowanego jako "osobowe źródło informacji": tajnego współpracownika, kontakt operacyjny lub służbowy oraz konsultanta. IPN ma rok na wydanie zaświadczenia. Opublikuje je w Internecie.
Całość lustracji zostaje powierzona IPN. Likwidacji ulegają urząd rzecznika interesu publicznego i sąd lustracyjny w dotychczasowej postaci. Znikają oświadczenia lustracyjne i pojęcie "kłamstwa lustracyjnego", ale orzeczone za nie prawomocne wyroki pozostają w mocy. Zainteresowany może zaskarżyćtreść zaświadczenia IPN do sądu cywilnego. Nie będzie statusu "pokrzywdzonego". Projekt nie precyzuje, jakie konsekwencje ma ponieść ten, o kim dokumenty świadczą, że był informatorem tajnych służb PRL. Projekt rozszerza obowiązek lustracji z dotychczasowych 27 tys. osób do nawet kilkuset tysięcy. Lustracja obejmie: radnych, osoby pełniące kierownicze funkcje w samorządach i administracji państwowej, dyplomatów, pracowników IPN, NIK, ZUS i KRUS, kierowników przedsiębiorstw państwowych i spółek Skarbu Państwa, notariuszy, radców prawnych, rektorów, nauczycieli akademickich, dyrektorów szkół, redaktorów, wydawców mediów oraz dziennikarzy.
Każdy będzie miał prawo zobaczyć w IPN swoje akta i dokumenty osób publicznych. Archiwa IPN zostaną wyłączone spod ustawy o ochronie danych osobowych. Dziennikarzom dokumenty IPN udostępniane będą za zgodą prezesa instytutu. aka